Wprowadzona przez Microsoft funkcja digitalizacji płyt w konsolach Xbox pozwala przypisać nośnik do konta i tak długo jak go posiadamy, korzystać z danej gry również za pośrednictwem sklepu konsoli, co, mówiąc nawiasem, przynosi też bardzo fajne skutki uboczne. Innymi słowy, płytki zyskują drugie życie, pozwalając nam robić z nich użytek na dwa sposoby: to dalej nośnik, ale równocześnie też swego rodzaju bilet do rzeczywistości w pełni cyfrowej. A wszystko to dzieje się w chwili, kiedy Sony zamierza na początku 2028 roku porzucić na dobre te „przestarzałe” nośniki na rzecz PlayStation Store.
Krajobraz bo burzy
Decyzja Sony wywołała trzęsienie ziemi. O tym, że gigant postanawia porzucić nośniki fizyczne, świat dowiedział się dwa miesiące temu. Od tego czasu przez internet przetoczył się prawdziwy huragan. Gracze zorganizowali się w ramach petycji wymierzonej w producenta PlayStation, pojawiły się wątpliwości na temat już nie tyle działania, co wręcz istnienia rynku wtórnego, a ostatnimi czasy Sony idiotycznie tłumaczy się przed sądem, że rozsądni gracze wiedzą, że tak naprawdę nie są właścicielami żadnych cyfrowych gier. Innymi słowy, od tego czasu gigant jest na cenzurowanym. I to bardzo.
W tym świetle stało się też jasne, że kolejna generacja – przynajmniej w wydaniu Sony – będzie cyfrowa. Choć nikt nie powiedział tego głośno wydaje się oczywiste, że w standardowym wydaniu PlayStation 6 napędu Blu-ray po prostu nie uświadczymy. A przynajmniej tak cała ta sytuacja wyglądała do tej pory, bo wspomniany krok Microsoftu i ew. decyzja tej firmy o pozostawieniu kompaktów w następnej generacji mogą wywrócić plan Japończyków do góry nogami. Historia jednak zna już takie przypadki.
Role się odwrócą?
Pamiętacie może prezentację PlayStation 4 podczas E3 z 2013 roku? Wówczas to głupie pomysły Microsoftu zostały przez Sony wręcz wdeptane w ziemię, a każda niemal minuta tej konferencji była jak przypalanie konkurenta papierosami. Przez swe osobliwe i oddalone od potrzeb graczy podejście Microsoft, jak zresztą potem przyznał sam Phil Spencer, CEO Microsft Gaming i niejako twarz marki Xbox, „stracił najgorszą generację, jaką można było stracić”.
Teraz zaś sytuacja wygląda tak, że jak Sony będzie brnęło i z uporem maniaka realizowało swoje plany, to role mogą się odwrócić. Innymi słowy, Microsoft jest na najlepszej drodze, by odzyskać zaufanie graczy i dopiec Sony w podobnej skali – choćby wykorzystując słynny klip japońskiej firmy pokazujący, jak można w łatwy sposób dzielić się grami. Chichot historii? Owszem – ale chyba wszyscy się zgodzimy, że takie coś byłoby nam na rękę.
Z tej drogi trudno zawrócić
Twórcy PlayStation są jednak w trudnej sytuacji. Na pewno powrót do poprzedniej koncepcji dystrybucji gier będzie trudny – choćby z tego powodu, że koncern zdążył już zmienić w sporej części przeznaczenie fabryki, która do tej pory zajmowała się „klepaniem” płyt. Kropką na i jest zaś GTA 6, które będzie pozbawione fizycznych nośników – Sony zapewne liczyło na to, że wykorzysta sytuację, a ta bardzo głośna premiera przyzwyczai graczy do nowej metody sprzedaży gier. To wielki test nowego pomysłu i podwaliny pod zmianę myślenia graczy.

Możliwe jednak, mimo wszystko, że Sony się ugnie – tyle że taka sytuacja generuje spore problemy. Skoro Thalgau w Austrii jest (było?) ostatnią placówką tego typu należącą do koncernu, to Sony musiałby cofnąć zmianę profilu tego zakładu – a to jest raczej nierealne. Pozostają więc podwykonawcy. Naiwnością byłoby zakładać, że wszystkie krążki powstają w jednym miejscu – Sony niejednokrotnie już zlecało ich produkcję na zewnątrz. A w przypadku wycofania się rakiem z powziętej w lipcu decyzji, musiałoby się w zasadzie w całości na nich oprzeć. Nie sądzę, żeby z biznesowego punktu widzenia było to realne przy założeniu utrzymania tej samej skali produkcji nośników. Co się więc stanie?
Co zrobi Sony?
Obawiam się, że hipotetyczny powrót fizycznych nośników do królestwa Sony okazałby się… wydmuszką. Typowym mydleniem oczu, by zadowolić gawiedź i nie dać argumentów Microsoftowi. Firma zapewne wewnętrznie naciskałaby na partnerów, by wybrali wyłączną dystrybucję w formie cyfrowej, kusząc ich choćby rabatami i doprowadzając tym samym do postępującej z czasem marginalizacji płyt.
Te ostatnie przyjęłyby zapewne funkcję „kolekcjonerską”: mniejsze wolumeny, wyższe ceny, słowem – wszystko, żeby w oczach typowego gracza forma cyfrowa wyglądała atrakcyjniej nie tylko ze względu na wygodę. A awarie PSN? Ostatnia wyraźnie pokazała, że uzależnienie się od dystrybucji cyfrowej nie jest nam na rękę – ale Sony wpadkę przemilaczało i… w zasadzie wszyscy o niej zapomnieli. W tym scenariuszu nie zmienia się też potencjalna dostępność napędu w PlayStation 6: byłby on dopinaną przez USB przystawką, kupowaną opcjonalnie i niewpływającą na cenę konsoli – czyli tak jak to wygląda w przypadku drogiej ostatnio jak cholera konsoli PlayStation 5 Pro. Ot, dodatek, który w rzeczywistości cyfrowej miał służyć do uruchamiania starych gier, tu zmieniłby się w akcesorium do nielicznie wydawanych na kompaktach nowości.
Czy tak się stanie? Cóż, trudno powiedzieć. Jedno jest jednak pewne: nawet jeśli kompakty zostaną w PlayStation przywrócone, to w praktyce będzie to dla nas zwycięstwo niewielkie i co najwyżej odwlekanie nieuniknionego. Stare tak czy inaczej już nie wróci.
![Co zrobi Sony? Digitalizacja gier na konsolach Xbox to strzał w dziesiątkę, ale sądzę, że zmieni to raczej niewiele [FELIETON]](https://pcformat.pl/wp-content/uploads/2026/09/AdobeStock_2100412203_Editorial_Use_Only-1-1024x683.jpeg)










0 komentarzy